Blog kiedyś poświęcony Public Relations a dokładniej internetowemu wydaniu PR-u... Teraz - platforma przemyśleń wszelakich - aczkolwiek często związanych z komunikacją.
RSS
czwartek, 31 sierpnia 2006
Blogowe "łubu dubu, niech nam żyje...."

Małgosia Woźnikowska z Mindchilli dziwi się w - nawiasem mówiąc ciekawym - artykule na mediarun.pl, dlaczego blogi pojawiają się w polskiej rzeczywistości PRowej dopiero teraz. Ja, szczerze mówiąc, cieszę się, że pojawiają się już teraz. W USA początki blogowego boom’u to właściwie lata 2003-2004, (nie)oficjalne zdefiniowanie Web 2.0 to rok 2005 – więc w tym wypadku jesteśmy nawet niespecjalnie, jak na nasze realia, opóźnieni. Rewolucja Web 2.0 ma najczęściej przebieg bardzo gwałtowny, więc jeśli się już zaczęło, to pójdzie szybko. Realiom amerykańskim w Europie dorównują Francja, Szwecja, Anglia. Gdzieś w środku rewolucji i zmian są Włosi i Niemcy.
Nawiasem mówiąc MW podaje gdzieś w środku przykład Frosty, jako dobrego korporacyjnego bloga . Uczucia przyznam się szczerze mam mieszane. Ostatnie notki są całkiem ok, a ta jest już szczególnie fajna i jak na korporacyjnego bloxa bardzo odważna. Ale wcześniej spotykamy takie coś . Pomijając już tekst: „czy w obecnych czasach możliwe jest w ogóle coś takiego jak darmowa reklama? Okazuje się, że tak...możliwe jest to dzięki działaniom, które należą do tzw. PR-u.” i “Oczywiście PR (czyli tzw. Public Relations) to nie tylko kontakty z prasą i dbanie o to, by pewne nowinki o firmie pokazywały się na łamach gazet. Jednakże ta część działań PR może być zupełnie nieodpłatna.” (Jak rozumiem POZOSTAŁE części PRu są bez wyjątku płatne… ciekawe). A już do rozpaczy wręcz doprowadziły mnie komentarze: „a więc magdo - jeśli wy się nie reklamujecie, a macie darmowe notki pr'owe to jest to zasługa i Twoja i Waszych produktów” i „jakość produktów jest tu podstawą! W tej kwestii jest to więc zasługa całej naszej firmy.”…… aż się odruchowo przypomina „Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”
:) Późniejsze notki są już ok., więc generalnie bloga oceniam bardzo pozytywnie, tym bardziej, że to jeden z pierwszych – minus tylko za zapomnienie, że notki na blogu żyją czasami dużo dłużej, niż stojąca za nimi ulotna (i niezbyt lotna) myśl…

Do poczytania: absolutnie koniecznie: How (And How Not) To Market To Me When I'm in Blogger Mode – czyli case z życia wzięty. A bohaterką sierpnia zostaje Kyra Philips ....:)

wtorek, 29 sierpnia 2006
AntiAstroturfing – czyli rzecz o sumieniu PRowców

Wczoraj informacja o blogu powędrowała na internetPR – więc witam serdecznie wszystkich listowiczów :) Jakiś czas temu zapomniałem się tez pochwalić tym, że Karolina mnie dodała do swoich linków – miłe tym bardziej, że powoli uzależniam się od jej pisania i odpalam „OnAir’a” nawet w pociągach na laptopie.Wczoraj się też dowiedziałem, że mam konkurencję - ale na razie ospałą nieco ;)

Ale do rzeczy. Dużo się dzieje. Coke i Pepsi przejechały się w Indiach, i to przejechały konkretnie – bardziej chyba popełniając pewien błąd w myśleniu, niż w PRowych technikach. Po raz kolejny potwierdza się, że nawet najwięksi z największych powinni uważać i bardzo ostrożnie poruszać się po rynkach odmiennych kulturowo od swoich ojczyzn. Zainteresowanych zapraszam tu – ja się nie rozpisuję, bo Indie to jednak nieco daleko ;)

W blogosferze robi się coraz głośniej na temat Astroturfingu i antiAstroturfingu (nie ma polskich odpowiedników czy tylko ja nie mogę ich znaleźć? ). Pierwszy – upraszczając – opiera się na gigantycznej manipulacji. Jest wypaczoną formą klasycznego „grassroots”, taką w której nie kanalizuje się i nie wspiera naturaoych tendencji społecznych, ale tworzy zupełnie fikcyjne. Najczęściej podstawiając ludzi, którzy udają kogoś kim nie są – lokalnych aktywistów, spontanicznych bloggerów etc etc.

Jak łatwo się domyślić Anti-a. to społeczny ruch mający na celu zablokowanie takich właśnie niecnych praktyk branży. Uczestników poznaje się po wklejonych na blogi czerwonych znakach zakazu, z napisem „Anti-astroturfing”.


Tym samym blogosfera – nie wiem czy też to widzicie ? – staje się branżowym sumieniem. W „starych” czasach akcja byłaby nie do pomyślenia – żaden z globalnych CEO nie zabrałby głosu, po to aby nie uderzyć w swoich klientów, a nikt poza CEO głosu nie miał. A dziś mamy dużo małych, ale GŁOŚNYCH ludzików, czasami pracujących w korporacjach, czasami freelance’ujących, ale jednak. I wszyscy mogą mówić, co im się podoba.

Pięknie, prawda ? ;)

poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Stracić pracę przez bloga ?

Wgryzłem się nieco w sugerowany w comments’ach temat tracenia pracy przez blogi. Wygląda na to, że nie jest aż tak źle – głównie z powodu tego, że firma wyrzucająca bloggera spotyka się z reguły z taką falą krytyki, że jej się to po prostu nie opłaca. Niemniej jednak, owszem, zdarza się. Pracę traci Catherine , autorka Petite Anglaise , poza tym pracownik bliżej mi nieznanej firmy Dixon Wilson , Bill Hobbs z Belmond University. Ellen Simonetti, Joe Gordon I wielu innych opisanych tu .
Cała sprawa w sumie jest poważniejsza niż się wydaje, szczególnie w Stanach, choć oczywiście nie tylko. Pisanie bloga w większości krajów podpada prawnie pod dziennikarstwo – a tym samy blogger jest otoczony niezwykle silnym prawnym „parasolem” - łącznie ze zwolnieniem z ujawniania źródeł informacji. Problem pojawia się w momencie, kiedy robi się nas coraz więcej – w tym tempie na świecie będą niedługo sami dziennikarze. Sprawą zajmował się m.in. Times a u nas Press. W III/IV RP ( niewłaściwe skreślić) istotne jest też, czy podlegamy prawu prasowemu - tu kwestia wygląda różnie w zależności od tego, co akurat myśli sobie Pan Sędzia, bo i Polsce zdarzały się już wyroki skazujące za brak rejestracji ukazujących się w Internecie treści jako „czasopisma” (rzecz długa i skomplikowana, zainteresowanych odsyłam do Press’a).

Wywalenie bloggera z pracy tak naprawdę IMHO świadczy o kilku rzeczach. Po pierwsze o braku kompetencji zarządu i działu PR, nie rozumiejącego specyfiki blogowania. Po drugie o braku kompetencji zarządu i działu PR, który nie rozumie zasady „ z mediami się nie wygra” i idzie na wojnę z setkami innych bloggerów -sprzymierzeńców. Po trzecie o braku kompetencji zarządu i działu PR, który nie ma przygotowanych i opracowanych „Blogging guidelines” dla korporacji. A takowe znaleźć bardzo łatwo choć tu i tu i nawet tu.

A wracając na nasze podwórko - bardzo mi się podoba taki pomysł na szkolenie. Niby to samo, a jednak zawsze ciekawiej i jest o czym powiedzieć branżowym mediom ;) 

piątek, 25 sierpnia 2006
„A ile to będzie wycinków?”

Trochę mnie nie było – brak notek przez ostatnie dni powodowany był  koniecznością paru spotkań z (baczność) moim-ukochanym-klientem (spocznij). W drodze powrotnej naszła mnie taka refleksja, że we wszystkich branżach marketingowych 95% Twojej pracy zależy od jakości „człowieka po drugiej stronie”. Pewnie, w każdej branży wiele zależy od klientów- ale akurat PRowcy agencyjni z reguły uzależnieni są od jakiejś jednej, jedynej osoby, która siedzi po drugiej, korporacyjnej stronie. Nakombinujemy się, wymyślimy coś cudownie kreatywnego na trzech brainstormach z rzędu, przygotujesz potem po nocach prezentację na jakiś najważniejszy akurat przetarg. Plan genialny – bezpośrednie dotarcie do grupy docelowej, budowa naturalnych ambasadorów, word of mouth, hosted conversations, citizen journalism…. „Acha” mówi pani po drugiej stronie „ a ile to będzie wycinków?” lub gorsze „jaką powierzchnię możecie mi Państwo zagwarantować’… Po takich spotkaniach jak te ostatnie, serce człowiekowi rośnie – że może trafić na grupę ludzi, którzy słuchają, rozumieją, cenią Twoją pracę i nie wymagają niewiadomo czego…

Tytuł i „polecenie” bloxa nagoniło paru czytelników (tak, to właśnie tak działa „ten PR” :P ) – w sumie do bloga zajrzało już ponad tysiąc osób. Niby niewiele, ale jak na nieco ponad tydzień pisania, to już jest całkiem OK. Mam tylko nadzieję, że będziecie wracać….:)

Podoba mi się wiadomosci24.pl podesłana mi w komentarzach przez Change’a – postaram się jakoś zgłębić tą platformę, i niedługo zrecenzować. Tak samo podejmuje rękawicę rzuconą przez lonegunmena’a – i przyjrzę się kwestii tracenia pracy przez blogi.

Z ciekawych rzeczy do poczytania (dziś usłyszałem, że tu za dużo linków, a za mało mnie, więc linki będą tylko trzy :

Jeśli zastanawiasz się czy Web 2.0 zabije PR . Jeśli jesteś pracownikiem/produktem agencji PR . Jeśli chcesz przeczytać kolejną odsłonę tematu jak dopaść bloggerów . Weekend…. wreszcie ….;)

środa, 23 sierpnia 2006
Dostać pracę dzięki blogowi ?

Wbrew pozorom możliwe. Chwała Bogu głównie w jednej branży - to kolejna odpowiedź na pytanie dlaczego-PR-to-najfajniejszy-zawód-dzisiaj. No dobra - niech jeszcze będzie, że i adepci dziennikarstwa mogą się załapać, w końcu i w tym przypadku znaczną część zawodowych kompetencji stanowi umiejętność pisania, analizowania i zbierania informacji. Przechodząc do konkretów - Alexandra Pullin, sympatyczne poniekąd dziewczę (choć jakieś takie w urodzie zbyt brytyjskie for me), siedziała sobie pewnego dnia w piżamie ... całkiem sympatyczna historia z punktu widzenia bloggera, prawda ? Inna sprawa, że po raz pierwszy zacząłem współczuć angielskim kolegom po fachu, bo jeśli dostanie pracy oznacza: "This means I have a job title, possibly a desk and (very exciting) a wage"... Jak ja zostałem AE to mi od razu dali biurko :)

Inną propozycję (via media cafe ) przynosi Washington Post - dzieląc się z bloggerami przychodami z reklam (nie zgodziłbym się tylko z Media Cafe w tym, że nazwał ten machanizm Blogrollem - bo to nie nazwa własna, tylko po prostu określenie na listę blogów przecież...). Jak jesteśmy już przy amerykańskiej prasie to LA Daily News uruchomił "citizen journalism" - ciekawe który dziennik w PL zrobi to pierwszy (typuję Gazetę).

Kontynuując wątek wczorajszy - Washington Post donosi, że kanały reklamowe (brandowe właściwie) wprowadza także YouTube .

Bivings Report przynosi zestawienie na temat blogów globalnych agencji PR - zgadnijcie kto wygrał :)

A tytuł dziejszego posta jest celowy - bo mnie blox wrzucił do "polecamy", więc może mi to czytlników nagoni :P

wtorek, 22 sierpnia 2006
Tradycja Vs. Nowoczesność

Media online czują się już na tyle silne, że nie tylko podgryzają “tradycyjne” – ale wręcz szykują się do frontalnego ataku . Google przypuszcza szturm na rynek reklam telewizyjnych – choć nam to jeszcze na razie nie grozi, bo streaming w PL jest w powijakach. W sumie mamy tym samym tysięczny przykład pokazujący, że to nie tyle TV-ads są skazane na pożarcie, ile raczej cała telewizja zostanie całkowicie wchłonięta przez Internet i zniknie jako medium. W USA potwierdzają to zresztą coraz wyraźniej badania -  co ciekawe, robione właśnie przez tych zagrożonych. Wzrost ten szybko się nie zakończy, ponieważ na razie nie zwalnia a wręcz w statystykach „rok do roku” wciąż rośnie . Pytanie tylko, co stanie się z nieszczęsną branżą marketingowo-pr’ową, wtedy kiedy wszystkie media skupią się w jedno ?  

Na razie jednak wygląda na to, że nawet za oceanem „tradycyjny” dziennikarz jeszcze się przydaje – a Kami Huyse radzi jak znaleźć go w sieci . U nas to na razie łatwe – bo każdego redakcyjnego bloga ogłasza się, robiąc duży szum.

A jak już mówimy o bloggerach znowu, to lepiej niech Orange uważa na swoich... bo robią czasem zamieszanie :)

poniedziałek, 21 sierpnia 2006
MTV (będzie) w defensywie

Dzień tygodnia jaki jest, każdy widzi. Potrójne espresso pozwala jakoś zapomnieć o weekendowych szaleństwach , a w sieci już powoli pojawiają się przemyślenia na temat  następnego weekendu ;)

Magiczny i ukochane przez amerykańskich braci zwrot „broadband penetration” jest chyba ostatnią barierą oddzielającą TV od sieci. Kiedy tylko dojdzie do przepustowości umożliwiającej streaming w jakiejś rozsądnej rozdzielczości, prędzej czy później nie odróżnimy jednego od drugiego. Myśl bynajmniej nie odkrywcza, a już na pewno nie moja ;) – stąd najwięksi atakują temat już teraz. Youtube zawierające teledyski , a więc coś w rodzaju muzycznej TV-on-demand stanie się z pewnością za kilka lat dużym zagrożeniem dla tradycyjnych telewizji muzycznych.

Całość działa też w drugą stronę – tradycyjne media uprzedzając atak wchodzą oraz głębiej w sieć. PRblogger przynosi porównanie „usieciowienia” angielskich gazet - myślę, że gdyby tak zrobić polską wersję, to byłoby dużo gorzej. Choć i poziom social media u nas niższy, więc tak na dobrą sprawę gazety nie czują jeszcze presji. Inaczej niż choćby w przywoływanej już kiedyś Francji – a z moich rozmów z Guillam’em wiem, że u nich też szło powoli i opornie - w której przyszła już wielka zmiana . Wspominana przez Mediacafe zasada z The Guardian - 1/10/89 -  u nas pewnie jeszcze nie działa i jest max 1/1/98.

W ciekawy sposób do Web 2.0 ( magicznie wieloznaczny termin, którego niektórzy już mają dość ) nawiązuje BBC – The Time When – blog składany ze wspomnień..? Czemu nie…

piątek, 18 sierpnia 2006
15 i 87
Wczoraj nasz drogi, polski internet skończył 15 lat. O jego prapoczątkach poczytać można choćby w tym  (też nie najnowszym - ale w tym jego urok) tekście. Z okazji 15lecia magazyn "24 godziny" zaprosił do studia Roberta Leszczyńskiego i prof. Macieja Kozłowskiego. Sama dyskusja komuś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o sieci, nie dała wiele - ale zaciekawił mnie ostatni wątek, dotyczący wieku. I tak oto młody wilk Leszczyński upiera się, że net jest domeną młodych - z czym ani prof. Kozłowski, ani ja nie zgadzamy się do końca. Choć polska sieć - najnowsze wyniki podaje Ipsos - to przedział zdecydowanie 15-39, o tyle o światowym Internecie generalnie już powiedzieć się tego nie da. A co powiecie na 87letniego starszego pana, który opowiada o swoim życiu i udziela rad niczym dobry dziadek... i ma kilkanaście tysięcy subskrybentów, i jest jednym z najczęsćiej oglądanych na Youtube ? Poznajcie Petera ....:)
czwartek, 17 sierpnia 2006
Czasem czasu brak

Dziś notka za długa nie będzie - ale za to systematycznie rozrasta mi się "prawa strona", do której dołączyło dziś kilka niezwykle ciekawych adresów. Moja lista feed's zbliża się powoli do setki - co daje wiele ciekawych artykułów do czytania, ale skutkuje coraz bardziej kurczącym się CZASEM. Jeśli już o czasie - i generalnie zarządzaniu swoją pracą - mowa, to przy okazji nasuwa mi się też uwaga że takie biurko to idealna rzecz dla PRowców - im więcej masz klientów, tym więcej segmentów wysuwasz... Wejście PRu w sieć i powolne narodziny tego, co coraz częściej nazywane jest PR 2.0, dodatkowo jeszcze pewnie nasz CZAS skurczy - bo monitorowanie marek w sieci wymaga czasu. Jeśli już znajdziecie dziś nieco CZASU to polecam też film o tym, czym własciwie jest Web 2.0

A w ogólnym blogowo-PRowo-czasowym zamęcie, czasami trafiają się i rzeczy z zupełnie innej bajki jak John Cass cieszący się z narodzin dziecka :)

środa, 16 sierpnia 2006
Czasem poniedziałek zaczyna się w środę....

Choć powroty do pracy po długich weekendach bywają niezbyt miłe, to dziś od rana na duchu podniosła mnie wiadomość, że protesty organizacji kombatanckich nie pozbawią mnie przyjemności oglądania „Czerech pancernych i psa”. Czego by nie powiedzieć o biednych pancernych, to jednak niezależnie od historycznych nieprawidłowości „gonią  Niemca” i tak w stylu nieco lepszym, niż nasi reprezentanci narodu….;)

 

Może naszym kolegom uda się coś w kwestii tych reprezentantów naprawić, ale na razie zaczęli od falstartu.

 

Szczerze polecam nowiutkiego, sierpniowego Press’a – duży tekst o Kubie Wojewódzkim (mam jakiś sentyment do jego zjadliwego poczucia humoru), świetne i duże opracowanie nt prasy regionalnej po ostatnich przetasowaniach na rynku dzienników. Z punktu widzenia PR 2.0 bardzo interesujący jest artykuł o marketingu wirusowym - dopiero teraz dotarło do mnie, że widziany przeze mnie od jakiegoś czasu viral to robota Unilevera, a konkretnie brandu Axe, znanego już z innych ciekawych działań. W sumie znacznie to milsze, niż wspominana przez Zjadamyreklamy reklama aparatów (?) – która niezależnie od jakości zdjęć i muzyki jest IMHO po prostu chamska i niesmaczna…

 

PR oparty na sieci – tak dosłownie, jak i pośrednio,  rozwija się coraz szybciej. Jeśli zastanawiacie się nad sensem „bycia” w nim to polecam tekst PRSA, choć jest na tyle długi, że raczej do czytania po godzinach ;) Młodym adeptom Sztuki wypada polecić różne ciekawe miejsca w których wypada się pokazać, a wszystkim tekst o tym, jak właściwie będąc PRowcem dobrać się do bloggera….

 

Wygląda na to, że naprawdę idzie rewolucja – jeśli porównamy to co teraz dzieje się u nas, z doświadczeniami Niemców czy Francuzów, to widać, że boom zaraz się zacznie. Po Kazimierzu M. teraz powoli zaczynają blogować już naprawdę wszyscy….

 
1 , 2