Blog kiedyś poświęcony Public Relations a dokładniej internetowemu wydaniu PR-u... Teraz - platforma przemyśleń wszelakich - aczkolwiek często związanych z komunikacją.
RSS
środa, 20 grudnia 2006
Ostatni będą pierwszymi
Koledzy z InternetPR informują o pierwszym SMPR , wracając do tematu, o którym już pisałem. Nie do końca to prawdziwe - głównie dlatego, że news na cirspy poszedł jako "First CANADIAN SMPR " - amerykanie bawią sie smpr już od dość dawna, choć fakt faktem, że były to w większości działania testowe. Wspominana "pierwsza" wrażenia na mnie też wielkiego nie robi - raczej jest to PR 1.5 niż PR 2.0. Mamy tu i linki i inne materiały, ale są one raczej dodatkiem do bardzo tradycyjnej IP - niż sensem samym w sobie. Do tematu wracam nie bez powodu - dostaliśmy oto w swoje ręce Storycraftera. Jest to program przeznaczony do tworzenia SMPR - działa +/- na zasadzie Install Wizarda windows'owego. Dodajemy kolejne elementy, klikając w next, a on układa je w określony template, gotowy do podwieszenia na stronie. Informcja przygotowana przy pomocy SC wygląda nieco inaczej, i to jest dla mnie właśnie prawdziwy SMPR . Pogrzebię w programie przez Święta i podzielę się przemyśleniami. (PS. Wypuściliśmy ją 5.12 - więc gdyby to były pierwsze, to jesteśmy ex aequo. Ale nie była, bo inne mają daty nieco wcześniejsze :] )
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Realne pieniądze wirtualnych światów

Second Life – do nowej gwiazdki wirtualnego świata podchodziłem raczej z dystansem, pomimo wielkiej ilości postów na jej temat oraz zachwytów kolegów za oceanem. Miałem SL za jakąś mutację typowego MMO – zdecydowanie mniej pociągająca niż WoW (od którego z pewnością szybko bym się uzależnił, gdyby nie racjonalna część umysłu, wzbraniająca się przed wydawaniem na ten cel 200 pln/mies). W temat zagłębiłem się dopiero w trakcie przygotowań do audycji radiowej poświęconej temu zagadnieniu – i okazało się, że sprawa jest znaaacznie ciekawsza niż mi się wydawało. Dzięki posiadaniu własnej, wymienialnej waluty SL posiada również de facto sprawny system ekonomiczny, w ramach którego pomiędzy uczestnikami przepływa około 600 tys dolarów na dobę. Bogate możliwości projektowania, czy wręcz współkreowania wirtualnego świata (np. sami robimy sobie meble lub korzystamy z ich gotowych skryptów), spowodowały pojawienie się w SL realnych brandów . Tak naprawdę, ma to dwa wymiary. Pierwszy, to proste promowanie swoich produktów – Nissan promuje Sentrę , GM Pontiaca (patrz też: CNN) a Sun Microsystems Project Blackbox (my nie zostajemy w tyle :)) . Drugi, to wymiar samej obecności w sieci. Od dawna już otwarcie mówi się o tym, że natłok informacji powoduje u konsument swego rodzaju „przeciążenie” komunikacyjne – marketingowe komunikaty giną w powodzi innych. W SL wielu użytkowników spędza znaczny procent swojego wolnego czasu – podróżując po rzeczywistości wirtualnych miast. Tyle tylko, że miasta te (jeszcze) pozbawione są tysięcy billboardów i reklam. Komunikat o nowym modelu Nissana w świecie rzeczywistym może nam umknąć – zalany przez setki informacji o innych „nowościach” (BTW – rzadko nowościami będących). Komunikat o nowym modelu Nissana w SL już nam nie umknie – bo tam jest to jeden z TRZECH dostępnych samochodów. Genialne w swojej prostocie – pierwsi wygrywają wszystko. Całość mogłaby by ciekawym narzędziem dla polskich firm, które po prostu nie mają siły, aby przebić się w USA przez ogólny marketingowy szum. A gdyby tak np. uczestnicy SL siedzieli na fotelach Kler – a raczej na skryptach przygotowanych przez dział IT wspomnianej firmy ?
Niezależnie od zastosowań czysto rozrywkowych czy biznesowych, SL okazuje się niezwykle przydatne i do innych rzeczy. Terapie przeznaczone dla dzieci autystycznych, anonimowe grupy wsparcia czy testowanie nowych pomysłów politycznych na „wirtualnym państwie” – wszystko to, co czasem jest trudne (lub ryzykowne) w świecie normalnym, tam staje się o wiele łatwiejsze. Nad SL’em pochylają się też socjolodzy, z fascynacją obserwując tworzenie się zupełnie nowych struktur społecznych, a mniejszości seksualne „are finding new outlets for erotic expression” – cokolwiek miałoby to w praktyce znaczyć…:)
Moich przemyśleń na temat SL wszyscy chętni będą mogli posłuchać w ten wtorek w audycji Marketing Mix, w radiu PIN - o 10.40 ;)

A oto film z konferencji prasowej SM, nieco innej niż wszystkie :)

 


 

środa, 06 grudnia 2006
BANG! Czyli marzenia 2.0 się spełniają

Co jest największym marzeniem każdego człowieka zajmującego się marketingiem ? Oczywiście sytuacja, w której konsumenci, w realnym świecie, dla własnej przyjemności posługiwać się będą jego – uprośćmy – koncepcją kreatywną. Mamy oczywiście znane z każdego marketingowego podręcznika przykłady „xero” i „adidasy” – ale jak się okazuje mamy też przykłady dużo bliższe. Tym razem chodzi o Xbox’a 360*. Jedna z reklam konsoli nie trafiła do emisji (pojawiła się tylko na youtubie) ze względu na wzbudzane kontrowersje – tym samym zyskała oczywiście w oczach odbiorców. Akcja dzieje się w centrum handlowym – zainspirowała więc warszawskich wielbicieli flash mobów, do odegrania jej w Arkadii. Konsument sam znajduje reklamę, sam ją adaptuje, i sam organizuje event. Mało tego, sam go nagrywa, sam emituje na Youtube… Wciąż nie wierzycie w Świętego Mikołaja ? :)
Reklama:

 

 

i flash moby:

 

 

 

 

* Klient Edelmana, ani film, ani opisywane działania nie są naszym dziełem ani nie powstały z inspiracji innych agencji obsługujących tą markę – zgodnie z moją wiedza jest to samodzielne działanie ludzi od flash mobów

poniedziałek, 04 grudnia 2006
Recepty

Wśród innych tematów dyskutowanych na bloxowym spotkaniu, była i dyskusja na temat tego, czy istnieje gotowa „Recepta na bloga”. Choć Polska brać blogująca zgadza się prawie jednogłośnie, że takiej nie ma , to parę recept można podrzucić. Przodują w nich oczywiście nasi przyjaciele zza oceanu. Poświęciłem dziś kawałek poranka na próbę przygotowania zestawienia „recept na korporacyjnego bloga”, ale oczywiście okazało się ( w połowie mojego researchu….), że takowe już istnieje. Zapraszam więc do Owena Lystrupa . Rad pod tytułem „How to blog like a pro” – skierowanych tym razem do wszystkich, a nie tylko korporacyjnych PRowców – udzieli nam Mathew Stibbe . Polską wisienką na torcie niech będzie „ekologiczna” recepta Marcina Jagodzińskiego .


W międzyczasie zakochałem się w reklamie Chiquity (aby zachować transparency:nasz klient, choć film nie naszego autorstwa).

 

 

niedziela, 03 grudnia 2006
Przerabianie liczników gazowych

Jak widać ja też odwiedziłem Czerską w ubiegły czwartek. Muszę przyznać, że spotkanie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie - nie spodziewałem się aż tak dużej liczby uczestników (przez moment wręcz bałem się, że będzie ich zbyt mało) – w tym aż tak dużej liczby bloggerów. Jeśli chodzi o kwestię organizacji, to wszystko jak najbardziej na mocną czwórkę z plusem (tym bardziej, że była to konferencja – dla gości – bezpłatna). Żeby podbić ocenę do piątki ustawiłbym krzesła w rzędach, naprzeciwko siebie – rozumiecie, takie Spotkanie 2.0, główny content to dyskusja sali :)

Recenzję całości prawie minute-by-minute znajdziecie tu , a na blogu InternetPR listę wszystkich , którzy napisali. Fakt pomieszania cytatów należy SŁ wybaczyć – całość i tak organizacyjnie stała bardzo dobrze. Czułem się szczerze mówiąc bardziej jak obserwator - większość podawanych danych i know-how’u znam już z własnych researchów i szkoleń – nieocenioną była jednak możliwość zobaczenia na żywo autorów najsłynniejszych polskich blogów. Wniosek z tego „zobaczenia” jest jeden – niezbyt zaskakujący, ale za to niezwykle ważny. Wszyscy wypowiadający się kładą nacisk na niezależność, wysokie cenienie się, to że nie można ich kupić, że trzeba w otrwarte karty, ale uważając na słowa... Kolejny dowód na to, że autora bloga trzeba traktować z wyczuciem, mało tego – wyczuciem dużo WIĘKSZYM, niż w wypadku dziennikarza.

Zaskakuje mnie wciąż dyskusja na temat wiarygodności – znalazła swoje odbicie w niemal wszystkich tekstach recenzujących nasze spotkanie. Wiarygodność postrzegać można w dwóch wymiarach - wewnętrznym (co jest dla mnie wiarygodne) i zewnętrznym (co jest wiarygodne dla statystycznego X). Wiarygodność pierwsza to w uproszczeniu wiarygodność odbiorcy (czy to co słyszę jest dla mnie wiarygodne), druga - nadawcy (czy mój komunikat jest dla nich wiarygodny). Blogger/PRowiec są (głównie) nadawcami - więc wspólna dla nich powinna być perspektywa druga, zgodnie z którą opłacani eksperci są wiarygodni – bo tak wychodzi w badaniach i KROPKA (co nie każe NAM w nie wierzyć). Tego rozróżnienia zabrakło mi w pewnym momencie w dyskusji – skutkiem czego zaczęła się rozmowa w pewnym sensie nie o blogach, tylko o tym, co kto lubi, a czego nie...

Do rozważań na temat tego, czy marketing „zje” blogosferę i czy należy się martwić działaniami PRowców odniosłem się już notkę niżej. Teraz przyszedł mi do głowy argument historyczny. PRowcy reformacji wykorzystali do swoich celów prasy drukarskie, ich żyjący później koledzy dołączyli do arsenału środków radio, prasę, TV, Internet. Lekko licząc 70% informacji w mediach przechodzi przez nasze ręcę. Czy ktoś uważa wynalazek druku, radia etc – za zniszczony, tylko dlatego, że ktoś używa go jako narzędzia....?

Uwaga, uwaga – nie, nie będzie nic o licznikach...

 

P.S. Zostawcie komcia. Proshę :)