Blog kiedyś poświęcony Public Relations a dokładniej internetowemu wydaniu PR-u... Teraz - platforma przemyśleń wszelakich - aczkolwiek często związanych z komunikacją.
Blog > Komentarze do wpisu
My, Europa.

Tydzień spędzam w towarzystwie 75 osób, reprezentujących w sumie kilkadziesiąt państw (edited) – w tym oczywiście wszystkie europejskie. W ciągu tych kilku dni dochodzę do wniosku, że Europa nie jest jednak mitem. Różnimy się niemal wszystkim, począwszy od sposobu rozumienia biznesu, w którym pracujemy, skończywszy na rzeczach tak banalnych jak akcent – który czasem utrudnia zrozumienie. Gdzieś w tym wszystkim czuć jednak jakąś jedność – jakieś wspólne podejście do życia, którym wszyscy się kierujemy - poczucie humoru, zrozumienie historii, szacunek dla różnic. Siedzimy do późna w nocy w barze przy State street, narzekając na jakoś amerykańskich alkoholi – dyskutujemy nad prezentacją, która czeka nas jutro. Immanentną częścią każdego spotkania - „Best cases of Europe” – podczas której mamy pochwalić się naszymi dokonaniami . Dochodzimy do wniosku, że nie powinniśmy tworzyć jednej prezentacji, nie powinniśmy wyznaczać jednego mówcy – bo naszym „best case” jest właśnie nasza różnorodność, naszą siłą jest umiejętność improwizacji, wspólne dziedzictwo objawiające się na kilkanaście sposobów.

Wchodzimy zaraz po ekipie reprezentującej USA – perfekcyjnie przygotowanej, prezentującej dobrze zmontowane wideo. My oczywiście idziemy na żywioł, zamiast prezentacji pokazujemy butelki Coca-Coli, plastikowe ciężarówki, wypchanego kurczaka i kalendarz z nagimi modelkami (kocham Włochów :D ). Tradycyjnie miesza nam się kolejność wystąpień, tradycyjnie kłócimy się po drodze, łamiemy ustalone wcześniej zasady. Mimo tego wygrywamy chyba miażdżąco – nasze kilkanaście historii, opowiedzianych z różnymi akcentami, wzbudza potężny aplauz, wywołuje salwy śmiechu, zostawia gdzieś daleko w tyle to perfekcyjne amerykańskie wideo. Na koniec wrzucamy w podkręcone na maksa głośniki Odę do Radości, stajemy w rzędzie. Przez minutę wszyscy mamy chyba takie samo wrażenie – czujemy te nasze wspólne 2000 lat, czujemy się jednym zespołem, choć mówiącym kilkunastoma językami. Ja sam chyba po raz pierwszy w życiu słucham „Ody…” mając naprawdę wrażenie, że słucham hymnu. Cała reszta świata jest pod dużym wrażeniem, choć i nieco zdziwiona tą patriotyczną, wspólną manifestacją.

Siedzimy teraz w ławkach chicagowskiego Kellogs College, wymieniając maile z wrażeniami. Nikt nie pisze w liczbie pojedynczej. Wszyscy cieszymy się, że NAM wyszło, uważamy, że MY zwyciężyliśmy. Wszystko w pierwszej osobie liczby mnogiej.

My.

My, Europa.

czwartek, 26 czerwca 2008, pr20

Polecane wpisy

  • Czy Pan Tadeusz jest z Plusa ?

    Blox na głównej stronie poleca " Blog Jana Tadeusza - tu cierpię i zwyciężam ". Jan Tadeusz sprawia wrażenie żywej reklamy sieci Plus GSM - cały bl

  • Bitwa o duszę Wikipedii

    Kasować czy dodawać, więcej czy mniej, wszystkie czy ważniejsze ? Tak w skrócie można ująć zasadnicze płaszczyzny dyskusji wewnątrz zespolu wikipedystów. Ostatn

  • Uzależniam się od iRead

    Od dziecka jestem uzależniony od książek, od wczesnej młodości od komputerów, od młodości od Internetu. iRead na facebook’u łączy te trzy rzeczy w jedno

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/06/27 14:15:55
Świetne. Ja ostatnio też mam takie odczucia co do Europy. Coraz bardziej uwielbiam ten zakątek Ziemi, właśnie za tę jego różnorodność, za wspólną historię i wspólne korzenie. Za podobieństwa w różnicach. I niesamowite jest właśnie to, że pomimo tak wielu różnic, tak wielu różnych zdań potrafimy tak wiele rzeczy razem zdziałać. Naprzód Europo! :)

(dzięki za ten świetny wpis).
-
2008/06/27 17:09:15
Skąd my to pamiętamy? Wy sobie czasem nie przypominacie, Towarzyszu? Jeśli macie słabą pamięć, my Wam przypomnimy, oj przypomnimy.
-
Gość: xionc, *.189.73.30.e-plan.pl
2008/06/27 18:30:24
W Europie, nawet nie liczac Kosowa jest 46 krajow...
-
2008/06/27 18:43:17
Oczywiście. Jeśli chodzi Ci o liczbę obecnych o której napisałem, wynika to z tego, że (A)czasem jedno biuro odpowiada za więcej niż jeden kraj (B) chodziło mi o "starą" Europę plus Polskę i Rosję. Faktycznie nieco to niejasne - dzięki za zwrócenie uwagi
-
Gość: bboy, *.bstnma.east.verizon.net
2008/06/28 03:50:44
ahem, not to za co kochasz wlochow?
-
Gość: Zomer, *.sta.asta-net.com.pl
2008/06/28 16:16:05
Różnica jest taka, że wtedy to ONI mówili o jakiejś wspólnocie, która dla zwykłych obywateli nie istniała. A jak widać Zjednoczona Europa istnieje w praktyce.

Świetny artykuł :)
-
2008/06/28 17:01:51
Dziękuję :)
-
Gość: Teufli, *.dip.t-dialin.net
2008/06/29 09:47:10
Hmmm.... Chyba pisane w barze. Czus pewien optymizm plynacy z drinka po pracy, z jednoczesnym rozluznieniem dyscypliny mylowej. Emocje przewazaja.

Ja bardzo przepraszam, intruz jestem. Wszedlem za linka z glownej strony portalu Wyborczej.
Ale pozwole sobie zapytac sie, jak intruz: a propos tej dyscyliny myslowej - to jest jakas zasadnicza roznica miedzy wykrzywianiem obrazu rzeczywistosci (PR) w wersji USA a eu.? Amerykanie sa bardziej naiwni, fakt. Nigdy nie mieli swoich Wielkich Braci, ktorzy ich szaro zrobili.
W sumie, tez mam, jak ktos z wpisu powyzej, takie deja vu poPRLowskie: jakis taki entuzjazm "ze w nas sila i jednosc, naprzod mlodziezy swiata".