Blog kiedyś poświęcony Public Relations a dokładniej internetowemu wydaniu PR-u... Teraz - platforma przemyśleń wszelakich - aczkolwiek często związanych z komunikacją.
Blog > Komentarze do wpisu
Bitwa o duszę Wikipedii

Kasować czy dodawać, więcej czy mniej, wszystkie czy ważniejsze ? Tak w skrócie można ująć zasadnicze płaszczyzny dyskusji wewnątrz zespolu wikipedystów. Ostatni The Economist , a dokładniej jego dodatek Technology Quaterly , przynosi ciekawą analizę dwóch grup – Inlcusionists I Deletionsts – toczących debatę na temat przyszłości najsławniejszej encyklopedii świata (Battle for Wikipedia’s Soul ).

Illustration by Frazer Hudson (via Economist.com)
(llustration by Frazer Hudson (via Economist.com)

W telegraficznym skrócie: grupa Inclusionistów uważa, że im więcej tym lepiej. Ich zdaniem encyklopedia powinna zawierać maksymalnie dużą liczbę haseł, stanowić ma bowiem pewien uniwersalny zasób wiedzy, podsumowujący wszystko to, co dzieje się w dziesiejszym świecie. Deletioniści są zdania, że więcej wcale nie znaczy lepiej. Wikipedii wiarygodości (a więc tego, czego potrzebuje teraz najbardziej) doda fakt, że będzie zawierała jedynie hasła “ważne”, które na dodatek będą dobrze opracowane. Autorzy artykułu posługują się przykładem Pokemonów – które (choć obrzydliwe) stanowią pewien kulturowy fenomen – oraz liderów polskiej Solidarności. Którą z tych dwóch grup uznać należy za ważniejszą, ktora zasługuje na więcej haseł, czy skasować Pokemony i rozwiznąć wątek panów z S. ?

Cała akcja wydaje mi się poważniejsza niż się wydaje. Wiki ma potężną moc influencerską więc trend, który zwycięży wśród Wikipedystów będzie miał bardzo duży wpływ na Internet jako taki. Od dawna już pojawiają się obawy, że sieć tak naprawdę prędzej czy później stanie się (stała się) popkulturowym śmietnikiem, pełnym gigantycznych zasobów mało istotnych informacji .

Będzie jescze poważniejsza, jeśli weźmiemy pod uwagę pomysł Setha Shostaka z SETI. “A czemu by nie nadać wszystkiego co mamy? - Ja wysłałbym po prostu zawartość serwerów Google'a - mówi Shostak. - Po pierwsze, nie ma co się martwić tym, że nie mówią po angielsku, ponieważ wszystko się powtarza na tyle często, że nauczyliby się. W dodatku tam jest wszystko. Owszem, pornografia też, ale to w końcu też ludzkie.” – mówi Shostak w artykule z Forbesa (via Gazeta.pl ). W takim ujęciu prędzej czy poźniej pojawi się też pomysł na wysłanie im zawartości serwerów Wiki…

Potem, kiedy już mali, zieloni wylądują, może się okazać, że ich wizja naszego świata jest nieco spaczona. Mali, zieloni, mogą być wtedy przekonani, że mały, żółty Pichaczu wywarły na nasz świat wpłyt dużo większy, niż Lech Wałęsa…

piątek, 14 marca 2008, pr20

Polecane wpisy

  • Blogi z Bombaju

    Wpis po dłuuugiej przerwie – ale akurat coś bardzo ciekawego mi tu wpadło w oko. Kolega z Bombaju zwrócił naszą uwagę (via mail) na to, że nowe media zm

  • My, Europa.

    Tydzień spędzam w towarzystwie 75 osób, reprezentujących w sumie kilkadziesiąt państw (edited) – w tym oczywiście wszystkie europejskie. W ciągu tych ki

  • Stare media o nowych mediach

    Internet rzecz modna – więc obrodziło ostatnio w prasie artykułami o „Stukaniu się w Web 2.0”. Z jednej strony miłe – zawsze to jakieś p

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/06/27 14:52:30
"influencerska". A po polsku, to jakby bylo?